Obserwatorzy

niedziela, 26 marca 2017

#1~Ogarnianie grzywy

Nienawidzę poranków. No, ja mogę zrozumieć, że nasze kochane słońce musi świecić, ale na przodków, dlaczego akurat zawsze prosto na mój pysk?! Uhh, dobrze, że przynajmniej ta grzywka do czegoś się nadaje, może nie jest najokazalsza, ale roletą jest wprost wspaniałą. Tak, czy siak, trzeba w końcu wstać. Zawsze wstaję, zaraz po wschodzie słońca, bo cierpię na swego rodzaju bezsenność. Od wczesnego dzieciństwa miałem swego rodzaju problemy z psychiką, a konkretniej, to męczyły mnie koszmary i halucynacje. Jednak wszystko kończyło się wraz z nadejściem światłości, która zstępowała łaskawie z niebios i operowała promieniami na moją twarz. Ziewnąłem i przeciągnąłem się leniwie, gdy ciepły, suchy wiatr wdarł się przez otwarte drzwi tarasu do mojego pokoju. Moje aktualne miejsce zamieszkania przypomina trochę Norę z Harrego Pottera. Wszystko ma konstrukcję domku  na drzewie, a w moim pokoju po lewej stronie jest półka z ziołami i pamiątkami rodzinnymi, dalej jest niski stolik z mocnego, akacjowego drewna, a obok leży posłanie z wełnianych kocy od babki i antylopich skór. Po prawej jest taka moja, ekhem, pracownia. Lubię eksperymentować z różnymi miksturami i wywarami, tak więc wypalone dziury w drewnianych ścianach i ślady eksplozji, jak i moje niecodzienne uczesanie nie jest niczym niezwykłym. A centralnie naprzeciwko wejścia jest ulokowane olbrzymie okno, a właściwie wyrwana ściana i balkon. Przy moim leżu, jak zwykle stała duża, drewniana miska z wodą i niewielka imitacja szczotki z włosia z ogona słonia. Przemyłem pysk wodą i odkryłem małą karteczkę przyczepioną do szczotki. Ogarnij tą grzywę. No, i wszystko jasne! Chcąc nie chcąc wziąłem w łapę narzędzie tortur i usilnie próbowałem poskromić dziki gąszcz mojej grzywki. Jednak to nie takie proste, gdy nie masz kciuków. Wojna z włosami zajęła mi dłuższą chwilę i zakończyła się pomyślnie dla mojego gniazda. Ehh, jeszcze kiedyś wygram. Odwróciłem łeb z zamiarem zejścia na śniadanie, a na przystawkę dostałem solidny cios od drewnianej półki, wiszącej nad posłaniem.
-No, cholera jasna!-wrzasnąłem i odskoczyłem od przeciwnika. Na mojej głowie zaczął pulsować ból. Dotknąłem bolącego miejsca i zasyczałem przez zaciśnięte zęby.-Trzeba coś z tym zrobić...
-Ej...pssssst! Sail! Chodź!-usłyszałem zduszony szept dochodzący spod okna. Podszedłem do balustrady i zamarłem. Kilkanaście metrów nad ziemią wisiał mój najlepszy kumpel, lis Foxy, który z nerwowym uśmiechem i dziwnym tikiem w prawym uchu, uwieszony był drewnianego dzyndzla.
-H-hej Sail! Czy...czy nie byłbyś tak uprzejmy i łaskawie byś mi nie pomógł?-spytał przez zaciśnięte z wysiłku zęby.
-Ano, tak...-stwierdziłem od niechcenia i wyciągnąłem po niego łapę. Z wielką ulgą chwycił się jej i wdrapał z moją pomocą na parapet. Odetchnął głośno i zdjął z grzbietu niewielką torbę.
-Patrz, co mam! Prościutko z Finegan, jeszcze ciepłe!-powiedział przyciszonym głosem z wyraźną dumą i wysypał przed moimi łapami zawartość tobołka. Na akacjową podłogę wysypał się grad złotych, srebrnych i platynowych pierścieni, kilka kolczyków zapewne z najdroższego drewna w całym Finegan i kłębek kryształowych i Bóg wie jeszcze jakich wisiorków, zawieszek, talizmanów i naszyjników. Moje oczy zrobiły się okrągłe, jak pięciozłotówki i błyszczące, jak sto pięćdziesiąt.
-J-jak?! Skąd?! Komendant cię nie przyłapał?! No, nie mów mi, że na tym statku z Diwali przypłynąłeś!-warknąłem z niedowierzaniem. Komendant straży w porcie był, jak fotoradar, on nawet na kilometr zwęszy podstęp lub kradzież, więc uznałem po zeszłym skoku, że zwinięcie kilkunastu cennych świecidełek zapewni mi co najmniej ze trzy lata w areszcie. A, tu proszę! Foxy tuż pod jego nosem wynosi całą torbę kosztowności, a komendant nawet nie piśnie!
-No...robi wrażenie, co?-zapytał z chytrym uśmiechem, który ukazał jego białe zęby. Dalej niedowierzałem, jak on to do jasnej Anielki, zrobił! Gwizdnąłem pod nosem i podniosłem jeden z drogich, złotych pierścieni, wysadzanych szmaragdami i obsydianami. Obejrzałem go dokładnie ze wszystkich stron i popatrzyłem z niemym pytaniem w oczach na lisa. Ten skinął głową.
-Jak zawsze. Po połowie.-wskazał nosem na łup. Na mój pysk wpłynął pełen satysfakcji uśmiech.-Ale pod jednym warunkiem!-mina mi zrzedła.-Na następny numer idziesz ze mną!
-Co?!-syknąłem, a na mojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Foxy pociągnął nosem.
-Nie, to nie....-zaczął zgarniać towar do tobołka. W mojej głowie toczyła się właśnie trzecia wojna światowa. Jeśli odmówię, to mogę się pożegnać z marzeniami o urwaniu się z tego miejsca i wypłynięcia daleko, poza horyzont, na wschód, do lądu zwanym Lądem Białego Jaru. Potarłem nerwowo policzek i spojrzałem na lisa. Kurcze. Od zawsze ciągnęło mnie do podróży morskich, do przygód, do wolności. Już lepsza nawet niewola u jakiś zwariowanych plemion niż marna egzystencja w tej dziurze. Razem z Foxym mieliśmy zamiar kiedyś wyjechać, obojętnie gdzie, byle dalej od domu. A teraz, gdy jest ku temu okazja, ja się jeszcze zastanawiam, jak jakiś, kurcze, Wiliam Szekspir!
-Czekaj!-warknąłem i przytrzymałem łapą torbę z łupami.-Wchodzę!
-Doskonale!-zakrzyknął lis i zaczął merdać ogonem. Ja również mimo woli uniosłem kąciki ust na myśl o posiadaniu tylu błyskotek i to prawie za darmo!
-Ale pamiętaj, że mam już na pieńku z milicją!-dodałem i zmarszczyłem brwi. Uśmiech zszedł mi z twarzy. Nie miałem ochoty znowu uciekać przed setką rozwścieczonych ochroniarzy przez cały port.
-Pamiętam, pamiętam...-rzucił nagle czymś rozbawiony lis. Usilnie próbował powstrzymać się od parsknięcia śmiechem.-I pamiętam też, jak próbowałeś zwinąć jakiejś babci pierścionek ze złota i...
-CICHO, MILCZ, BO MI GORZEJ!-wrzasnąłem i zdzieliłem go po łbie. Nie...tego zdarzenia akurat nie chciałem pamiętać...
-Tylko delikatnie cię uprzedzam, że, jak nas złapią to zwalę winę na ciebie!-syknąłem.-Powiem, że mnie uprowadziłeś, upiłeś, naćpałeś...
-Nie zmuszam cię przecież!-oburzył się Foxy i nastroszył się.-Po prostu powiedz, że nie chcesz!
-Chcę! Wierz przecież, że nie zrezygnuję z takiej zapłaty!-zirytowany wskazałem na klejnoty i podniosłem lisa za skórę na karku, tak, aby był na wysokości mojego pyska.-Ale, jeśli coś pójdzie nie tak to kaucje zapłacisz z tego oto dobytku!
-Dobra, dobra...-jęknął a ja postawiłem go na ziemi. Spojrzał na mnie spode łba i za strzygł prawym uchem, na którym wisiał niewielki, złoty kolczyk.-Ale wtedy płacę z TWOJEJ połowy!
Zaznaczył dokładnie słowo "twojej" i zarzucił pakunek na plecy.-Chodź, poszwendamy się!
-Ehh...znowu do Złamanej Strzały? Będą tam tłumy!-zamarudziłem. Ów bar był teraz ostatnim miejscem w którym pragnąłem się zjawić.-No, co? Nie lubię pić w tłoku!
-Dobra...to do mnie. Kilka kieliszków dobrze ci zrobi!-stwierdził z zadowoleniem i wyszedł przez próg mojego pokoju.-Idziesz?
-Tak, tak...-powiedziałem szybko i, jak normalne istoty wyszliśmy drzwiami.

***
Do mieszkania Foxy'ego trochę się szło. Zaraz po wejściu rzuciłem się na wielką, puchatą pufę, a lis postawił na niskim stoliku dwa kieliszki Ognistej Whisky.
-Serio? Masz zamiar to wypić?-skrzywiłem się i wziąłem swoją kolejkę, gdy kolega wyjął z piwniczki dwie butelki piwa. Z uniesionymi brwiami gapiłem się, jak lis miesza whisky z piwem i miodem. Wypiłem na raz trunek, a na moim pysku pojawił się grymas wywołany smakiem. Ognista Whisky ma to do siebie, że nie sposób nie skrzywić się przy jej siarczystym smaku. Jest też nazywana Krzywimordą.
-Tsaaaaa...-potwierdził moje obawy lis i zasiadł po przeciwnej stronie stolika. Nalał sobie tego shejka  do małej, drewnianej miski. Zaczął szybko chłeptać zawartość.
-Dobre! Spróbuj!-zachęcił mnie i oblizał wargi. Ja osobiście wolałem zostać przy trzech kieliszkach whisky, niż mieszać ją z piwem, bo różne rzeczy się mogą stać (w sumie to jest dobre, ale kategorycznie NIE mieszać z mlekiem...).
-Ja chyba podziękuje...-stwierdziłem i rozejrzałem się po domu.  Był w całości wykonany drewna, przypominał kulę. Miał okrągłe ściany, okrągłe okna z cienkimi firankami w kremowym kolorze. Za leża służyły duże pufy, wypchane pierzem i jakimś innym badziewiem. Domek był przytulny i dobrze urządzony, chociaż na półkach walały się jakieś rodzinne bibeloty, takie, jak łyżki, czy chochelki przekazywane z pokolenia na pokolenie.
-Ej, coś się tak zamyślił!-Foxy potrząsnął mną i od nowa napełnił miskę piwem.
-Nie, nic-mruknąłem w odpowiedzi.-Kiedy następna akcja?
-Yhmm...o hyhyhe...-stwierdził w odpowiedzi, zanurzając pysk w swojej miszance.
-Co?-zmrużyłem oczy i zrobiłem minę w stylu "Eee...co?". Lis jedynie przewrócił oczami.
-Mówiłem, że w sobotę!-oznajmił, prychając, by pozbyć się resztek piwa z nosa.-Masz sprzęt?
-Zależy. co potrzebne...-odparłem i chwyciłem drugą szklankę alkoholu. Tym razem delektowałem się smakiem trunku, jak jakiś, kuźwa, degustator.
-Achh...to co zwykle!-prychnął podrażniony i z lekka nietrzeźwy.-Siebie, mnie i torbę...nic więcej!
-Ja się już będę zbierał...-stwierdziłem i poklepałem po plecach pana Wypiję-mleko-piwo-i-miód-i-nadal-będę-trzeźwy. On to musi mieć naprawdę mocną głowę.
-Dobra...-zacmokał ze zniesmaczeniem lis i zdrowo pociągnął z mojej ostatniej szklanki Ognistej Whisky.-Pamiętaj, sobota, wieczór, port...
-Yhmm...-mruknąłem i wyszedłem z  jego domostwa.
-Na polowanie miałem iść...-przypomniałem sobie, strzelając mocnego facepalma i patrząc na położenie słońca.-Mam jeszcze czas...-pomyślałem i ruszyłem w kierunku Łowisk.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Uff...
Mój najcięższy tydzień w życiu mam za sobą!
Przepraszam, ale nie wyrabiam i do końca kwietnia notki będą się pojawiały nieregularnie i rzadko. Niedługo pojawi się następny treaser, bo na chwilę obecną naprawdę nie mam siły na nic.
Pozdrawiam!
Goldbox

poniedziałek, 13 marca 2017

Przepraszam...apokalipsa nadchodzi

Bardzo Was przepraszam, że od tak dawna nic nie wstawiam, ale mam teraz dość trudną sytuację w domu, problemy w szkole i ogólne brakuje mi na wszystko czasu. Wolne chwilę muszę teraz spędzać na nauce do egzaminów i innych kartkówek, nie kartkówek itd. Wiem, że już od prawie miesiąca czekacie na pierwszy rozdział i bardzo mi przykro, że nie mogę się wyrobić na czas, ale sami wiecie. Niedługo opublikuję nowy treaser, muszę go tylko poprawić i dodać cienie, sklecić jakoś opis postaci, żeby to jakoś poprawnie językowo wyglądało. Rozdział powinien pojawić się do 18/03/17, naprawdę się staram ze wszystkim zdążyć. Toczę właśnie III wojnę światową z polskim i angielskim, i w porównaniu z nimi ZSRR i III Rzesza to był pikuś.




Tutaj macie zdjęcie mojego kota, który w tym właśnie momencie rozsiewa wokół siebie aurę nadchodzącej apokalipsy. Wiecznie niezadowolone stworzenie. Swoją drogą on ma zawsze taką minę... (Krótki dialog, zabawa ze sznureczkiem XD)
Ja: Maniek! Maniek, łap sznureczek!
Maniek: No, czego ty ode mnie wariatko chcesz? Nie będę się bawił, spać mi się chce!
Ja: Powinieneś być bardziej ruchliwy...poza tym...ty 24h na dobę śpisz!
Maniek: No, jak mnie tym miziasz po twarzy to na pewno świetnie się bawię!
Ja: Wyglądasz na smutnego...przytulić cię?
Maniek: Zmieniłem zdanie! Już się bawię! Tylko mnie nie przytulaj!

Pozdrawiam!~Goldbox